Siedzę z tym przez chwilę. To niesamowite. Naprawdę. Że jest wystarczająco dużo ludzi chętnych do oglądania innych wymachujących odnóżami, żeby istniało dla tego całe medium. I to najpopularniejsze medium na świecie. Półtora miliarda użytkowników miesięcznie. Półtora miliarda ludzi którzy co miesiąc logują się żeby popatrzeć jak inni machają. W Polsce trzynaście milionów. Co trzeci Polak. Co. Trzeci. Polak. Bo to że znajdą się pasjonaci machania którzy będą chcieli się prezentować innym — to rozumiem. Świat jest duży, ludzie są różni, ktoś kolekcjonuje opakowania po jogurtach. Ale oglądać to? Codziennie? Godzinami? I jeszcze się uczyć? Żeby samemu móc machać? Tutaj mój mózg się zatrzymuje. Wyobraźmy sobie przez chwilę inny, równoległy świat, gdzie istnieje sobie — FakTok. Albo Fak, No Talk, bo jak wiadomo, gadanie zabija ruchanie. Platforma gdzie ludzie z podobną energią, podobną starannością i podobną ilością czasu wolnego uczą się nie układów choreograficznych, ale czegoś zupełnie innego. Na przykład jak zrobić dobrze. Komuś. Wyobraźcie sobie tę samą sprawność, tę samą dokładność, to samo poświęcenie które idzie w naukę czterdziestu sekund synchronicznego wymachiwania — włożone w zrozumienie jak działa ciało drugiego człowieka. Nie swoje ciało w lustrze. Nie swój układ zatankowany z filmiku. Ciało obok. To konkretne, inne, ze swoją historią i swoimi preferencjami. Być może nie mielibyśmy tylko coraz bardziej wykwalifikowanych machaczy odnóżami. Być może mielibyśmy też mniej tej konkretnej, bardzo nudnej dyskusji — tej którą prowadzimy od dawna, znużeni, w kółko — o kobiecym orgazmie. O tym że go nie ma, że rzadko, że trudno, że wymaga nakładów. Że to skomplikowane. Że trzeba się nauczyć. No właśnie. Trzeba się nauczyć. Jak każdego układu tanecznego. Różnica jest taka że TikTok ma sto milionów nauczycieli i nieskończoność tutoriali a orgazm partnerki wciąż traktujemy jak zagadkę którą może kiedyś przypadkowo rozwiążemy. W wolnej chwili. Jak skończymy machać. Soffi Tucker ładnie tańczy. Naprawdę. Ale gdyby połowa tej energii — choćby pięć procent, nie przesadzam — poszła gdzie indziej, świat byłby prawdopodobnie miejscem gdzie więcej ludzi wychodzi z sypialni z dobrą miną. A Sagrada Familia i tak stoi. Bez choreografii.