Przychodzę do klubu po orgazmy. Moje własne. Po kilka, bo po co być minimalistką. Wiem jak je osiągnąć i wiem, że statystycznie rzadko pojawiają się kiedy pan po prostu wchodzi i robi swoje. Skroluję ig przy porannej kawie. Paulina.inaczej przeprowadziła wywiad z dr Agnieszką Nalewczyńską, która wspomniała, że jest coraz więcej profili facetów w internecie zajmujących się kobiecą przyjemnością i orgazmem. Tutaj się zatrzymałam. Gdzie? Jaki profil? Ilu obserwujących? Trzech w porywach do pięciu? Bo z moich obserwacji wynika jednoznacznie, że panowie w sieci zajmują się zupełnie innymi tematami. Siłownią. Kryptowalutami. Tym jak zbudować mięśnie ramion. Czasem też jak zbudować mięśnie ramion z dziesiecioprocentową zniżką na odżywkę białkową. Damski orgazm jako temat przewodni? To musiałby być bardzo niszowy kanał. Z bardzo dociekliwą widownią. Bo na żywo wygląda to inaczej. Kontynuując nawiązanie do wywiadu — nigdy, przenigdy nie słyszałam zdania: „A nie, nie będę tak dopychać, bo jeszcze uderzę w szyjkę macicy i spowoduję dyskomfort." Pewnie dlatego, że szyjka macicy to bardzo trudne słowo. Dlatego, że dramatyczna większość panów nie wiedziałaby o co chodzi. Że istnieje. Że ma położenie. Wystarczy, że nauczyłem się słowa łechtaczka i jestem mistrzem w seksie. Winię kilka rzeczy. Po pierwsze: Boys, porno jest dla fanu — to nie dokument, a już na pewno nie edukacja seksualna. W porno panie dochodzą z marszu, bez przygotowania, bez kontekstu, przez pół godziny z rzędu i w każdej z możliwych konfiguracji. Facet robi dosłownie cokolwiek i jest to natychmiast spektakularne, z fajerwerskami. I super, obejrzę, dojdę, wyłączę. Czy jest to źródło jakiejkolwiek wiedzy? I don't think so. To poniekąd tak, jakbym oczekiwała tylko dużych i całodobowo postawionych przyrodzeń. Po drugie: chujocentryzm. Termin, który powinien wejść do powszechnego słownika. Chujocentryzm to przekonanie — często nieświadome — że mój chuj jest centralnym punktem każdego spotkania seksualnego. Że kiedy on jest zadowolony, wszyscy są zadowoleni. Że erekcja to wkład wymagający wdzięczności, a pytanie czy coś miałam nie pada, bo odpowiedź jest więcej niż oczywista. Że penetracja to seks, a wszystko inne to gra wstępna. Ale dla mnie w tym chujocentryzmie najciekawszy jest moment, kiedy to ja pierwsza dojdę i mówię — dziękuję, kończymy. Trzecia, która przychodzi mi do głowy, najważniejsza kwestia. Nie rozmawiamy. Zapytaj dziewczynę, żonę, kochankę. Kobiety mają największą wiedzę na temat swojego ciała, tego co lubią i kiedy jest im dobrze. Przychodzę do klubu po to samo co wy. Żeby poczuć coś intensywnego, żeby wyjść ze swojej głowy, żeby mieć kontakt z kimś, kto naprawdę chce być tutaj ze mną. Nie oprowadzać wystraszonych panów po przestrzeni. Nie być tłem dla czyjejś fantazji. Nie umiem już od dawna symulować filmowych dźwięków orgazmu, żebyś ty poczuł się mężczyzną. Jeżeli zanim zaproponujesz mi spotkanie, przeczytasz choć jeden artykuł o tym jak działa kobiecy orgazm — i to nie ten z Playboya z 2009 roku — to mamy o czym rozmawiać. Jeżeli nie, to masz szczęście, że wiem co robię. — Kicia