Palarnia ma swoje prawa. Ludzie mówią rzeczy, których by nie powiedzieli przy barze. Może dym działa jak spowiedź. Może po prostu łatwiej się odwrócić i odejść. Przyszedł z princem albertem i zapytał, czy przekonałam się do kolczyka. — Kolczyk okropny — powiedziałam. — Specjalnie go sobie zrobiłem dla pań. Twojej koleżance się podoba — dodał. — To może idź do koleżanki. Poszedł. Wrócił następnego wieczoru. — O, jesteś. Idę zdjąć kolczyk, bo pamiętam że nie lubisz. Wrócił bez kolczyka. — Zdjąłem. Siedziałam i nic nie mówiłam. Czekałam na pointę. — To za ile kabina? Zostałam przy papierosie. Nie wiem, w którym momencie zdjęcie kolczyka stało się wystarczającym gestem zalotnym, żeby przejść od razu do wyceny. Może w jego głowie to była romantyczna ofiara. Może liczył zwrot z inwestycji. Siedziałam dalej. On też. Cisza trwała na tyle długo, że postanowił ją zagospodarować. — Jedna pani ostatnio w klubie miała wytrysk — powiedział, z tonem kogoś kto właśnie podzielił się informacją naukową. Odezwałam się pierwszy raz od dłuższej chwili. — To ciekawe, bo ja jeszcze nigdy nie miałam. — A — powiedział — to źle trafiałaś. Jest taka specyficzna kategoria panów, którzy nie wiedzą nic o kobiecym orgazmie, ale wszystko o kobiecym wytrysku. Orgazm — zbyt skomplikowany, zbyt zmienny, zbyt zależny od rzeczy których się nie da kupić ani przyspieszyć. Wytrysk — spektakularny, widoczny, mierzalny. Można się pochwalić. Można przypisać sobie zasługi. To trochę jak facet, który nie umie gotować, ale ma zdanie o tym jak powinna wyglądać pianka na cappuccino. Nie tłumaczyłam mu różnicy. Nie było po co. Siedziałam, paliłam i myślałam, że powinnam mniej pić — za dużo z tych rozmów zapominam. I więcej palić.